wtorek, 27 listopada 2007

okruch szkła...

Czasem coś wydaje się takie właściwe, że twoje serce... ta najgłębsza część ciebie... po prostu zaczyna się rozgrzewać... jest coraz cieplejsza... w końcu się topi... i wtedy... w chwili prawdy... całkiem się otwiera. Te same, powtarzające się rozkochane spojrzenia, szaleńcze pomysły wciągające w pętlę uczuć.

Miłość macht frei, mogłabym sobie wtedy wydziergać na czole.

A potem trzask życie wali cię między oczy.

Zazdrość.... jak trucizna

Odpowiedź oczywiście znalazła się w niezawodnym katalogu kłamstw, mimo że wiedziałam że to nieprawda chciałam uwierzyć.

Wybaczyłam… przecież nie wyrwę sobie serca…

To było prawie dwa lata temu, nie żałuję że zostałam, ludzie zasługująca drugą szansę.

Trudno z miłości się podnieść, a jeszcze ciężej od złych nowin.

piątek, 23 listopada 2007

macoszka

Nie byłam w ciąży a jestem matką, nie słyszałam pierwszego krzyku, nie zmieniałam pieluch, nie widziałam pierwszych kroków. Ale widzę teraz te wszystkie inne pierwsze razy, bo będąc dzieckiem wszystko jest pierwszym razem. Martynę poznałam gdy miała dwa lata, jej ojciec choć z początku szaleńczo się w nim kochałam, stał się dodatkiem do Marty. Co jest tylko plusem dla niego, że potrafił wykrzesać z siebie tak cudowne dziecko.
Zachwyca mnie wszystkim; pomysłami, energią i gustem, bo gust to ona ma lepszy ode mnie. Zachwycam się jak widzę, gdy się zmienia i rozwija. Cieszę się, że mogę pokazywać jej świat, bo uczy mnie na powrót jak być dziecięco beztroskim.
Gdy poznałam mojego prince charmy pomyślałam - prędzej mi azalia na obojczyku wyrośnie, niż zostanę kurą domową. Ale teraz sprawia mi przyjemność dbanie o nią i o dom. Bo dzięki temu, ten mały człowieczek, będzie moim dziełem.

poniedziałek, 19 listopada 2007

atomic bomb


Ach mała-wielka Lou, sprawczyni tego bloga. Lou lubi władzę, chciałaby być James Spander szef z filmu „Sekretarka”, albo jeszcze lepiej, mieć harem swoich fanów i wielbicieli obojga płci. Czasem jak jej słucham mam ochotę zadusić wiedźmę własnymi rękami. Za dużo pewności siebie, za dużo próżności i egoizmu, bezczelne dziewuszysko. A z drugiej strony coś magnetycznego, działa człowiekowi na nerwy i w dalszym ciągu chce się być w jej towarzystwie.
Ostatnio pokłóciłyśmy się o ochronę środowiska, dokładniej o foliowe reklamówki, w które zawsze pakuje zakupy, i mówi że ma serdecznie w dupie, co się potem z nimi dzieje, i że im szybciej zdechnie gatunek ludzki na zasyfiałej ziemi tym lepiej dla niego. Wyśmiewa się ze mnie, gdy mówię jej o ekologii. Kompletnie niereformowalna.
No jak z taką w ogóle dyskutować? Chociaż wydaje mi się że się trochę popisuje, udaje jaki to z niej bezuczuciowy zimny drań. Dzieciak.

piątek, 16 listopada 2007

liverrrr

Zabrzmi jak wyznanie alkoholika
-nazywam się Katarzyna, od trzech lat nie piję.
Serio, przez ostanie lata wypiłam może dwa kieliszki wódki z pieprzem na przeziębienie, i kilka razy, po kilka łyków szampana z różnych okazji.
Gdy poszłam na studia, byłam zachwycona, wręcz oczarowana atmosferą, studenckie życie wciągnęło mnie w wir. Impreza co tydzień, wyskoki do pubu niemal co dzień. Treść naszych rozmów ograniczała się do: jak bardzo ostatnio się zalałem, jakiego miałem potwornego kaca, jak daleko rzygałem i jeszcze który z wykładowców jest alkoholikiem, bo na każdej uczelni się taki znajdzie. Studenci chlają jak wielbłądy i zaraz po bezrobotnych, są najczęstszymi klientami wytrzeźwiałek.
Znudziło mnie to, znudziło okropnie, dodatkowo na zajęciach, dowiedziałam się, co się dzieje z naszą piękną wątrobą od picia (a wątroba to mój ulubiony organ w ciele), rzuciłam szatański wymysł i zadowalam się głównie czystą (znaczy najczystszą jaką się da znaleźć) wodą.
Po za tym, kac którego próbuje z ciebie wytelepać koń, japończycy nawet tacy dobrzy w wymyślaniu tortur nie są.

Intensywne picie nawet przez kilka dni prowadzi do stłuszczenia wątroby – najwcześniejszy etap alkoholowego uszkodzenia wątroby. Intensywne picie przez dłuższy czas może prowadzić do hepatopatii alkoholowej – zapalenia wątroby. Objawy zapalenia obejmują: mdłości, brak apetytu, wymioty, gorączkę, bóle brzucha i nadwrażliwość, żółtaczkę, a czasem splątanie (ktoś już rozpoznaje coś takiego u siebie?).
Jeśli picie nie ustaje, zapalenie może u niektórych pacjentów prowadzić do marskości, w której zdrowe komórki wątroby są zastępowane przez blizny (zwłóknienia),
Kobiety są bardziej niż mężczyźni narażone na rozwój marskości. To wyższe ryzyko jest skutkiem różnic w sposobie, w jaki alkohol jest przyswajany i rozkładany. Gdy kobieta pije, stężenie alkoholu w jej krwi osiąga wyższy poziom niż u mężczyzny, nawet jeśli obydwoje wypijają tę samą ilość. Związki chemiczne zaangażowane w rozkładanie alkoholu też różnią się u kobiet i mężczyzn, żołądki kobiet zawierają np. mniej enzymów biorących udział w rozkładaniu alkoholu (alkoholowej dehydrogenazy). Oznacza to, że kobiety rozkładają alkohol wolniej i ich wątroby są narażone na wyższe stężenie alkoholu przez dłuższy czas – co jest dla wątroby toksyczne.

Nie palę,nie piję, nie chodzę do pubów, nudna jestem…

czwartek, 15 listopada 2007

pieprz i 3-etoksy-4-hydroksybenzaldehyd

Gdybym miała możliwość zmienienia czegoś w sobie, to chciałabym żeby poprawił mi się charakter. Rządzą mną bowiem humory, na przemian melancholia i cholera.
Gdy cholera - odruchowo zaciskam zęby i pięści tak że bieleją mi kostki i paznokcie wbijają się w poduszki. Mówię do siebie, Kasiutku i po co Ty się tak złościsz, przecież złość piękności szkodzi.
Gdy melancholia – mam napady cichego bezsensownego płaczu, dolor existentiae przygniata moje ramiona, aż do ziemi. Dlaczego ja? Dlaczego mi? Dlaczego mnie? I w ryk.
Na szczęście mam swoje sposobna uspokojenie.
Zanim zdradzę jakie pozwolę sobie na małą dygresję. Jeszcze w podstawówce przeczytałam „Pachnidło” Patricka Süskinda i wtedy naiwnie stwierdziłam, że chcę komponować zapachy. Jeszcze dziwniejsze, że przez całe liceum, mój zamiar nie zmienił się za bardzo i obecnie studiuję biotechnologię.
Mam przez to całkowicie zmienioną percepcję świata, bo wiem, że wszystko jest zdeterminowane chemicznymi i fizycznymi własnościami substancji. Chemia i fizyka stanową podstawę wszystkich nauk przyrodniczych, te dwie nauki stanowią zresztą podstawę nas samych.
Z młodości pozostał mi afekt do zapachów, zwłaszcza jeżeli wiem, że mogą one wywoływać w człowieku całą gamę emocji. Jedna rzecz, która w „Pachnidle” nie była podkreślona, to to że istnieją katalogi związków posiadających intensywny zapach, ale zakazanych ze względu na toksyczność, silne alergizowanie lub rakotwórczość, więc jakby się uprzeć zapachem można zabić.
Wracając do mojego sposobu, na mnie samą
sypię sobie którąś z moich pocieszających soli do kąpieli, zamaczam się i świat ma spokój ze mną na kilka godzin.
Ostatnio polecam mocca - aromat kawy zmieszanej z ciepłym mlekiem z odrobiną czekolady... Bardzo odprężająca kompozycja…

środa, 14 listopada 2007

koń jaki jest każdy widzi...

Z zapałem neofity ciągle myślałam o czym pisać, od której historii zacząć, którą swoją cechę wyeksponować, na myśleniu o pisaniu przez te dni poprzestawałam, bo nie wiedziałam co ma być pierwszą rzeczą od jakiej chce się przedstawiać, żeby nie zdradzić za wiele, ale nadać jakiś sznyt. Myślałam długo i intensywnie, aż się spociłam. Po czym stwierdziłam, że najbezpieczniej będzie napisać o mojej wielkiej miłości.



a nie obrazki mi się pomyliły


Żartuję, chociaż wcale bym się na takie cacko nie obraziła.
To napiszę kiedy zaczęła się love story.
W podstawówce z siostrą stwierdziłyśmy, że gimnastyka jest do bani, balet nudny, bieganie nie dla nas, sporty walki mało dziewczęce. Potem przyszło było olśnienie- jazda konna, oczywiście jak każde przyzwoite małe dziewczynki marzyłyśmy, żeby być księżniczkami na białych koniach, o książętach jeszcze wtedy zbyt intensywnie nie myślałyśmy, były jeszcze jakieś zabawy w amazonki. Stwierdziłyśmy, iż dlaczego nie miałybyśmy wprowadzić trochę rzeczywistości do naszych marzeń. Zeszyty nasze pełne rysunków zwierzątek i kwiatków wyspecjalizowały się w rysunkach gniadoszy, jabłkowitych i karych rumaków z dumnymi jeźdźcami na grzbietach.
Pierwszy raz był wspaniały i okropny zarazem. Koń był wielki ja mała, pouczona przez doświadczoną koleżankę wzięłam marchewkę jako łapówkę, ku swojej wielkiej uldze nie straciłam palców gdy ją z mojej dłoni jedwabistym pyskiem zdejmował.
Spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi wilgotnymi oczyskami, prychnął i rozdmuchał mi grzywkę i wtedy piknęło mi w sercu po raz pierwszy… mój kochany. Seria dziwacznych, wyczerpujących, akrobatycznych ćwiczeń po których stanęłam na rozmiękłych jaka galareta nogach i jak wampir po pierwszym łyku świeżej krwi – chcę jeszcze.

sobota, 10 listopada 2007

czego pragnę czego chcę????



Czasami śnię na jawie, albo wpadam w głęboką melancholię. Za dużo czuję, za mocno pragnę smakować życie. Zapalam się jak ogień i parze ludziom ręce. Często gryzę policzki od wewnątrz, aż do krwi, żeby nie płakać od byle czego. Rzucam się we wszystko jak szaleniec, głową naprzód, a potem dziwię się że tą głowę sobie rozbijam, i obiecuje sobie, że nigdy więcej i tak do następnego razu. Za dużo mówię, a potem żałuje że się tak odkryłam. Robię sceny, a potem przepraszam. Za dużo przepraszam, chyba zresztą powinnam się podpisywać panna przepraszam, albo panna zamknij w końcu buzię.
To chyba jako pierwsza notka tymczasem wystarczy, idę przeprosić tatę, bo znowu wczoraj wypiłam jego piwo z lodówki i powiedzieć mu żeby nie był samolubem i kupował dziecku piwo.